trójkowa miłość

jeszcze za czasów świetności SHC, chcąc skupić na sobie uwagę użyłam stwierdzenia "podstawowy zestaw polskiego snikerheada" dzięki czemu na długi czas przylgnęła mi łatka idiotki. z jednej strony chciałam zwyczajnie dosolić drugiemu człowiekowi, wylać żółć (tak, jestem człowiekiem; co gorsza - kobietą [tu: posiada przesadne skłonności do rywalizacji, bywa niestabilna emocjonalnie]). podrzędnym celem było uświadomienie jak płytka i powierzchowna jest świadomość o istnieniu kolorystyk III i IV wykraczających poza obręb true i millitary blue, black cement, bred, fire red. jak mało mamy indywidualności. wszyscy biegną jednym torem. niestety wybrałam zły sposób aby móc kogokolwiek zaintrygować

po serii trójkowych retr wypuszczonych w 2011 roku, w którym to ukazały się trzy oryginalne kolorystyki: white cement, true blue i black cement każdy młody, prężnie "rozwijający się sneakerhead" wyznając zasadę, że przespanie tej serii byłoby największym błędem w jego dotychczasowej egzystencji posiadał wszystkie trzy cw. efekt? po miesiącu miałam przesyt oglądania plastiku

wraz ze wzrostem mojego zaangażowania w temat butów zaczęłam być coraz bardziej niewygodnym, przesadnie przemądrzałym rozmówcą. w końcu, pojawiła się na podwórku dziewczyna o ciętym języku z przekonaniem, że nikt nie wie więcej od niej. nie było istotne, że może faktycznie, w tym szaleństwie jest jakaś reguła. zgłębiając się w legit check miałam jakieś pojęcie. niewielkie ale zawsze jakieś. dobre oko i wyobraźni nie można było mi odmówić. w tym czasie były również inne dziewczyny, też niekoniecznie pokorne, jednak myślę, że byłam jedną z tych bardziej upierdliwych, o ile nie najbardziej. na każdym kroku słyszałam tekst pokroju "zamknij się, bo nie da się tego słuchać". ciężko jest się przebić, gdy jesteś otoczona samcami alfa z przerośniętym ego. dzięki temu, że często spotykałam się z reakcją taką a nie inną dotarło do mnie, że muszę robić coś dobrze skoro ludzie wieszają na mnie psy. zaczęłam wyłapywać coraz więcej dowodów potwierdzających moje tezy, które za każdym razem były obalane w spektakularnie obrzydliwy sposób. z perspektywy czasu widzę, że mój pogląd jak chociażby moje podejście do wysokiej jakości wykonania butów pozostał nienaruszony, a jedynie wzbogacony o zbiór nowych doświadczeń. poniższe zakupy są jednym z tych najcenniejszych ale o tym za chwilę

starsze oznacza lepsze. gdy tylko nadarzy się ku temu okazja podkreślam (męczę) jak istotne jest wykonanie i dlaczego warto zwrócić na to uwagę. często spotykam się z opinią, że starsze wydania nie nadają się do chodzenia. to jeden z podstawowych błędów. moim pierwszym poważnym zakupem były V Laney '99. po wygranej licytacji nie zastanawiałam się czy przeżyją próbę czasu. dla mnie to był pewnik. nie miałam żadnych obaw. przyszły i żyją po dziś dzień. wam też to radzę. ogólna zasada: DS mają jakieś 10% na przeżycie, VNDS i w dół będą żyły wiecznie. jednak musi być spełniony jeden warunek - midsole nie może być nadwyrężony zębem czasu

- nie może posiadać pęknięć (nie, nie da się tego skleić; pęknięcia będą się powiększać);
- farba nie może odchodzić razem z pianką;
- podeszwa musi być miękka lecz nie na tyle aby naciśnięcie palcem pozostawiło trwały ślad;
- jeśli delikatnie odchylając piankę zauważysz, że okienko zaczyna odchodzić to znak, że buty umrą. i to zaraz.

jeśli stan podstawy jest stabilny to but przeżyje nie jedno nowe wydanie

od trzech lat miałam wstręt do nowych wydań trójek. po pure money powiedziałam sobie, że gówna trzymać nie będę. kochałam je na swój sposób, ale nie było tego, na czym najbardziej mi zależy - jakości a nade wszystko wygody. wynajdując black cementy CDP i true blue z 2009 widziałam, że to będzie półśrodek. skóra pięknie mieniła się plastikową poświatą. PROMO CDP podobno różni się od standardu, jednak umówmy się. jak bardzo może zmienić się wydanie na przestrzeni jednego roku? okazuje się, że może. koniec końców, postanowiłam, że albo wszystko (skupiam się na poszukiwaniach starszych wydań) albo nic. długo panowało to "nic", jednak i to musiało się kiedyś skończyć

black cementy to jedna z moich największych J'sowych miłości. z trójek są moim numerem jeden. nie ma lepszej kolorystyki. dla reszty zarezerwowany jest cały drugi rząd. miłość narodziła się, gdy Maku wstawił zdjęcie z nimi w roli głównej. później dowalił TurboPaweł. wiedziałam, że musiałam je mieć, jednak to nie był odpowiedni moment

jakiś miesiąc temu "omyłkowo" wpadłam na aukcje jednego z największych eBay'owych sprzedawców-wymiataczy. miał w asortymencie AJ III black cement i true blue. obie z pięknego roku 2001, które tak długo poszukiwałam. stan akceptowalny. licytacja poszła po mojej myśli. ustrzelone za 400pln za sztukę

jakość obu różni się między sobą. największa różnica tkwi w materiałach. black cementy odziano w skórę fajnej jakości, czego nie mogę powiedzieć o true blue - jadą plastikiem, co odbija się na ich komforcie. kształt toeboxu również je poróżnia. BC są idealne, gdy TB są delikatnie bardziej kwadratowe. zachodziłam w głowę jak to możliwe, skoro buty wyszły w tym samym roku. po czym spojrzałam na tylne panele - nike air i jumpman, co symbolizowałoby i jednocześnie podkreślało, że nike air jest wyznacznikiem jakości z prawdziwego zdarzenia

zakup black cementów jest jednym z tych, na które bardzo długo czekałam, lecz było warto

Komentarze

Popularne posty